Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-strzelac.ostroda.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server933059/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 17
- Chcesz wiedzieć, dlaczego nam się nie udało? - spytał rzeczowo. -

– Rainie, musisz się tu dostać błyskawicznie.

- Chcesz wiedzieć, dlaczego nam się nie udało? - spytał rzeczowo. -

Quincy'ego. Ten stary człowiek, chory na Alzheimera, był w domu starców.
jednocześnie potrafili oczarować go.
CONNER: Jesteś w siódmej klasie, prawda? Kto jest twoim wychowawcą?
67
Ale szybko było po wszystkim. Policja, śledztwo, aresztowania. Sprawa zamknięta.
- Doktorze Andrews - powiedziała cicho. - Gdyby coś się stało, powie
Ale wracamy znowu do Melissy Avalon. Dlaczego jeden precyzyjny strzał w głowę? Nie
tylko pluszakiem z guzikiem zamiast nosa.
Quincy zerknął na Rainie. Wzruszyła ramionami. Nie rozumiała, co się mogło stać, ale
- Boże, chroń mnie przed absolwentami psychologii -jęknęła Rainie. -
federalnych. Jeszcze inni zwyczajnie się nudzili. W każdym razie ledwo
dziewczynę z zabitego dechami Bakersville.
wybór takiej, a nie innej kuli ma jakiś związek z osobą ofiary lub mordercy?
- powiedział. - Możesz uznać, że jestem staromodny, ale lubię wiedzieć

Bentz spojrzał na Rebeccę.

dlaczego mnie nękasz? Po co? Kim jesteś i czego chcesz?
– Tak.
– Kobieta, która skoczyła z Devil’s Caldron?
opisywała jego bohaterskie zatrzymania nowoorleańskich seryjnych morderców.
jest w stanie to zrobić. – Nie – szepnęła. Z trudem trzymała się na nogach. – Błagam, nie.
– Coś nie tak?
Instynkt mu podpowiadał, że w domu nie ma nikogo, morderca już dawno uciekł, nie
zaniesie ubranie do pralni, i wtedy mu mignęła. Szła szybkim krokiem, zniknęła w zaułku.
– Jakieś plany na kolację? Jestem w mieście. Stawiam.
- Tak mówię - warknęła. - Chciałeś czegoś czy tylko wpadłeś napsuć mi krwi? - zapytała, gdy lawirowali między biurkami, idąc do wyjścia. Dzwoniły telefony, piszczały pagery, szumiały komputery, słuchać było szuranie nóg i krzeseł, szmer rozmów. Minęli dwóch policjantów prowadzących antypatycznego chłopaka, brudnego, z włosami w strąkach i z miną, która mówiła wyraźnie: „spierdalajcie”. Ręce miał skute kajdankami na plecach i cuchnął gorzałą. W holu Reed powiedział: - Miałem znów odwiedzić Caitlyn Bandeaux. Przejrzałem jej billing telefoniczny. Tej nocy, kiedy zginął Bandeaux, dzwoniła do niego. O jedenastej osiemnaście. Rozmawiali przez siedem minut. Ciekawe o czym? - Tak to może być interesujące - wyznała Sylvie. - Pomyślałem, że mogłabyś się ze mną zabrać. - Powiedzmy to sobie jasno. Ja nigdzie z nikim się nie zabieram. Nie jestem towarzyska. - Coś cię dzisiaj ugryzło? - Żebyś wiedział. Samotne rodzicielstwo też by miało na ciebie taki wpływ. - Nie wątpię. - A już najgorzej, gdy twój były wtyka nos tam, gdzie nie powinien. Bart przychodzi dzisiaj - powiedziała z kwaśnym grymasem. - Nie mogę się już doczekać. Kurewsko się cieszę. - Przewróciła oczami, popchnęła drzwi wyjściowe i wyszła na mokry, parujący parking. - Idę, zanim powiem coś, co będzie mnie kosztować miesięczną pensję. - Stojąc w siąpiącym deszczu przy swojej furgonetce, nagle pstryknęła palcami. - Aha, kilka minut temu dzwoniła Rita, ta od zaginionych. Dzwonił do niej szeryf z wyspy St. Simon’s. Wyciągnęli kogoś z wody. Kobieta. Ciało w stanie rozkładu, daleko posuniętego. O ile wiem, brak jakichkolwiek dokumentów. Sprawdzają zgłoszenia o zaginięciach. My też mamy takich kilka na swoim terenie. - Na przykład Cricket Biscayne i Rebekę Wade. Morrisette przesunęła okulary na czubek głowy. - Do jutra powinniśmy dostać raport. - Może wreszcie nam się poszczęści - powiedział Reed, ale tak naprawdę w to nie wierzył. Nawet przez chwilę. - Może. - Sylvie otworzyła drzwi furgonetki. Zdążyła wsiąść do środka, zapalić papierosa i z rykiem silnika wyjechać z parkingu, zanim Reed pokonał niewielki odcinek do swojego starego el dorado. Gdyby włożyć w ten wóz trochę pieniędzy, byłby prawdziwym cackiem. Ale z nędzną tapicerką i powgniataną karoserią wyglądał jak kupa gówna. Choć nie trzeba było spłacać za niego rat. I wciąż był na chodzie, mimo trzydziestu tysięcy kilometrów przejechanych na drugim już silniku. Reed nie miał większych wymagań. Usiadł za kierownicą i poczuł, jak uginają się stare sprężyny. Powinien włożyć pod tapicerkę nową gąbkę, ale nie miał czasu ani ochoty zabierać się do remontu wraka, przynajmniej nie teraz. Teraz chciał złożyć Caitlyn Bandeaux niezapowiedzianą wizytę, chciał ją zaskoczyć. Od czasu do czasu obserwował jej dom, ale nie zauważył nic szczególnego. Śledził ją trochę, ale nie miał zbyt wiele czasu. Czuł, że spartaczył tę robotę.
– Sam nie wiem, co myśleć – przyznał.
157
jednocześnie nie spuszczają z oczu taśm, na których kręcą się torby.
nieważne. Liczy się data, nie godzina.
– Jestem zawodowcem – przypomniał mu i przeszedł przez poręcz. – A tam jest moja

©2019 ten-strzelac.ostroda.pl - Split Template by One Page Love